27 marca 2018

Portale społecznościowe

Portale społecznościowe


Autor: Agata Szwarczewska


W dzisiejszych czasach dzięki technologiom takim jak chociażby Internet możliwe jest poznawanie nowych osób, ale też i odszukiwanie starych znajomych. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki cieszącym się coraz większą popularnością licznym serwisom społecznościowym.


Dzięki takim miejscom w sieci, nie tylko poszerzymy krąg naszych znajomości. Wiele ze współczesnych portali społecznościowych daje nam możliwość rozwijania naszych zainteresowań oraz poznawania innych, nowych, dotychczas nam nieznanych. Wystarczy regularność odwiedzania, uaktualniania naszego profilu poprzez dodawanie nowych zdjęć, czy też wpisywaniu ciekawostek z naszego życia. Przykładem takiego miejsca może być chociażby serwis o nazwie Espik. Strona ta, w sotatnim czasie coraz bardziej rozwijająca się, ma już stałe grono aktywnych użytkowników, którzy zawsze chętnie doradzą i wprowadzą nas w wirtualny świat. Z całą pewnością znajdziemy tam ludzi z takimi samymi poglądami i marzeniami jak my, zyskamy okazje do wymiany naszych odczuć, dyskutowania na temat tego, co nas interesuje. W codziennym zabieganiu nie zawsze mamy wystarczająco dużo czasu na utrzymywanie kontaktu ze znajomymi z podstawówki, gimnazjum, liceum czy z czasów studiów. Dzięki serwisom, takim jak przytoczony tu Espik, jest to o wiele prostsze.

Posiadanie licznej grupy znajomych z różnych sfer i o różnej profesji może się w końcu okazać bardzo wartościowe w przyszłości. Takie utrzymanie kontaktu z innymi nie wymaga wiele wysiłku, a to ogromne ułatwienie. Wystarczy odrobina dobrej woli oraz przeznaczenie dosłownie paru minut dziennie. Sprawdźcie sami, jak wiele przyjemności mogą przynieść wspólne wspominki dawnych czasów.


Agata Szwarczewska Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Rada dla przyszłych bloggerów

Rada dla przyszłych bloggerów


Autor: Zbigniew U.


Jeśli zamierzasz założyć własnego bloga (lub już go prowadzisz) pamiętaj o jednym: to jest Twój blog! I zrób wszystko, aby nadal pozostał Twój, a nie portalu, na którym jest założony.


Jeśli zamierzasz założyć własnego bloga (lub już go prowadzisz) pamiętaj o jednym: to jest Twój blog! I zrób wszystko, aby nadal pozostał Twój, a nie portalu, na którym jest założony.

Piszę o tym ponieważ wielu internautów odnosi sukcesy w dziedzinie blogowania. Są sławni, poważani w środowisku blogerów, mają wiele wejść dziennie, ale… tak naprawdę to nie ich sukces. To sukces portalu, na którym mają bloga! Wszyscy czytelnicy znają adres ich bloga w postaci: nazwabloga.blog.nazwaportalu.pl. Lecz to nie jest ich blog. To blog portalu na którym jest założony. Oni nie reklamują siebie, lecz reklamują portal. Nie maja wpływu na reklamy dodawane do treści. I choć mają wiele wejść dziennie, nic na tym nie zarabiają. Co więcej – wyeksportowanie bloga (wpisów) na inny portal (lub własne oprogramowanie do blogowania) skutkowałoby bezpowrotną utratą wielu czytelników. Dlatego zanim zaczniesz osiągać sukces w blogowaniu, zainteresuj się promowaniem bloga pod własną domeną, własnym adresem internetowym. Za kilkadziesiąt złotych rocznie możesz wykupić adres www (np. w home.pl) i przekierować go na swój blog. Pozycjonujesz siebie, a nie portal. Jeśli coś pójdzie nie po Twojej myśli (np. portal zacznie dodawać coraz więcej reklam ltd), będziesz miał możliwość przeniesienia wpisów na inną platformę, przy zachowaniu tej samej nazwy. Jeśli osiągniesz sukces i będziesz miał setki wejść dziennie będziesz mógł wykupić hosting i założyć własna platformę blogową (np. wordpress). Ty będziesz decydował o treści, szacie graficznej, formie i wyświetlanych reklamach. Ty będziesz na tym zarabiał, a nie portal.


Zbyszek Ugorek

http://pieczatkownia.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Prywatność na portalach społecznościowych

Prywatność na portalach społecznościowych


Autor: Filip Turyk


Od pewnego czasu powstała moda na tzw. portale społecznościowe. Dzięki nim docieramy do naszych znajomych, przyjaciół z przed lat a także poznajemy nowych ludzi. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę dzieje się z naszymi danymi.


Zwykła codzienność. Przyszedł do nas mail, że nasz znajomy chciałby nas zaprosić do grona swoich znajomych. Uśmiechnięci i zadowoleni z faktu, że odzyskaliśmy kontakt z przyjacielem ze starej szkolnej ławy rejestrujemy się na portalu, podajemy swoje dane osobowe, zgadzamy się na wyszukanie innych znajomych. W radosnej euforii nie zwracamy uwagi na drobny szczegół. Portal przeszukał nasze adresy mailowe, komunikator, pocztę, profile w innych portalach. Dążąc do dotarcia do dawnych miłości, sympatii i przyjaźni rozszerzamy liczbę informacji, jakie przetwarza administrator portalu. Podajemy datę urodzenia, zainteresowania, umieszczamy zdjęcia z dziećmi, rodzinami, samochodami. Portal pyta czy zapoznaliśmy się z polityką prywatności. Oczywiście nie czytając nudnawych klauzul zgadzamy się. Nie interesuje nas ochrona danych osobowych czy prywatność. Chcemy mieć znajomych, odzyskać kontakty, umówić się z innymi osobami podzielającymi nasze zainteresowania. Bezmyślnie klikając „tak" docieramy do grona kolejnych znajomych. Istniejemy w wielkiej internetowej społeczności. Zastanówmy się jednak przez chwilę, jakie informacje posiada administrator portalu na nasz temat. Zakładamy, że witryna jest właściwie chroniona, administrator bezpieczeństwa informacji czuwa nad ochroną prywatności. Jednak serwer lub cały portal może znajdować się w kraju, w którym prywatność nie jest ważna. I tu zaczyna się problem. Do naszych informacji docierają osoby, którym w życiu codziennym nigdy nie powierzylibyśmy informacji o statusie majątkowym, naszych dzieciach czy gronie znajomych. A w portalu dane te istnieją. Wiele informacji łatwo wywnioskować. Można np. dowiedzieć się, że w czwartki chodzimy na aerobik a nasz dom stoi pusty. Skąd to wiemy? Na forum zainteresowań korespondujemy przecież z innymi osobami zainteresowanymi tą formą wypoczynku. Polecano nam klub niedaleko naszego domu. A grupa dla dorosłych jest tylko w czwartki. Do tego chwalimy się, że nasze dziecko spędza wakacje w egzotycznym kraju i pojechało tam z babcią. Wystarczy dodać informację, że jesteśmy rozwiedzeni i wnioski nasuwają się same. Pomimo polityki prywatności nieświadomie podaliśmy tak dużą ilość danych, że dopowiedzenie sobie pozostałych informacji jest tylko kwestią logicznego myślenia. Reasumując zanim podamy w Internecie wszystkie możliwe dane na nasz temat dobrze się zastanówmy czy poza oczywistymi i przedstawionymi nam korzyściami nie działamy na własną szkodę.


Filip Turyk
Idcon ochrona danych osobowych
www.idcon.com.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ale o co chodzi?

Ale o co chodzi?


Autor: Jan Zabłotny


Od czasu niejakiego rwetes w naszym, rodowitym Internecie odchodzi. A i zamieszania z poplątaniem wiele.Internetowicze jeden przez drugiego jaki kawałek sieci w pieniądz zamienić próbują.


Już to jedni za partnerów się udają i dawaj, co tam zachwalać i zalecać. A to drugie za biznesnautów w MLMmach sił próbują. Start pakiety czy tam udziały w marketingach wykupują. Każden jeden poczyna z razu ochoczo, z sił później słabnie, w desperacje popada.

Z owej desperacji chyba, po forumach różne głosy zawieszają. A to jeden się nad wszystkie wybija: „w Internecie idzie zarobić tylko, nauczając drugich, jak zarobić w Internecie”. Sprytny koncept, nie powiem. A to jeszcze i to słychać: „w złotych myślach to jest biznes tylko z tego, że partner poleca partnerowi”.

Miesiąc w miesiąc prawie jaki nowy cudowny biznes ma objawienie. Już go wszytkie chwytają, już go drugim zachwalają, za towarzyszy do siebie ciągają. A że to już ten dla wszystkich uczciwy, że tam tylko za biznesnautę zostać idzie i tą niby niezależność od finansów zdobyć. Miesiąc minie, objawia się inne cudo, ten pierwszy idzie w zapomnienie. Już nie taki dobry, bo nowy lepszy i uczciwy bardziej.

Jaka zamieszania i desperacji jest przyczyna?
Jedna to wiara chyba, że w Internecie znaleźć można wszystko, cuda też. Na ten czas dzisiejszy cudów tam nie znajdziesz nijakich, chociaż może jutro? Wszak postęp technologii jest w galopie.
Druga z pierwszej wynika, brak oświaty. Jak poczynać w biznesach akuratnie, nie wie jeden z drugim? Za biznesnautę być rzecz nie prosta. Wytrwałości trzeba i oświaty zażywania. A i praca tu dzień w dzień być musi.

Jak się tak do MLMowania przysposobić, a nie zrażać i marudzić, to i każdy sieciowy biznes może być dobry, ten co to najleszy.


Jan Zabłotny http://nowa22.eu Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Ich życie się zmieniło dzięki Web 2.0...

Ich życie się zmieniło dzięki Web 2.0...


Autor: agresor


Technologia Web 2.0 otworzyła przed całą społecznością światowego internetu zupełnie nowe horyzonty. Zmieniła się logika tworzenia serwisów internetowych, a od 2001 serwisy społecznościowe zaczęły zyskiwać co raz większą popularność.


Jednym z dzisiejszych liderów internetowych społeczności jest z pewnością YouTube. Amerykański gigant stał się medium o ogromnym znaczeniu. Legendarne już historie kiedy to portal ten pomógł policji w zlokalizowaniu groźnego przestępcy tylko utwierdzają w przekonaniu jak potrzebne są tego typu społeczności. Ciężko zliczyć ludzi, którzy dzięki tego typu portalom stało się postaciami kultowymi w swoich krajach, czy nawet na całym świecie. Przykładem może być znany wszystkim miłośnikom sportów walki Kimbo Slice.

Kevin Ferguson(prawdzie nazwisko Slice'a), dla którego kiedyś sposobem na życie były uliczne walki, dziś jest profesjonalnym zawodnikiem MMA, który ma poważne szanse zagrozić światowej czołówce federacji UFC. Przeszedł on długą drogę, ale czynnikiem który nadał rozpędu jego karierze było umieszczenie jego walk na YouTube. Oczywiście, Kimbo nie zdobyłby popularności gdyby nie jego zwycięstwa i umiejętności, ale też ciężko sobie wyobrazić jak inaczej mógłby się wypromować gdyby nie możliwość umieszczania amatorskich filmików w internecie.

Polskim przykładem może być słynna Pani Basia. Emerytka z Warszawy, która dzięki swoim dosadnym komentarzom i sposobie bycia zyskała ogromną rzeszę internetowych fanów. Stała się tak rozpoznawalna, że zaczęły ją zapraszać media nieinternetowe co w Polsce jeszcze jest ewenementem. Dziś każdy portal pozycjonujący się na frazę "Śmieszne filmiki" musi mieć popularną "Baśkę" w swojej kolekcji.

Internet i technologia Web 2.0 promuje to co inne, odmienne. Niektóre przykłady są naprawdę absurdalne i czasami ciężko uwierzyć co "kręci" użytkowników sieci. Jednak przykład wspomnianego Kimbo Slice'a to przykład pozytywny. Pani Basi w zasadzie również. W końcu dlaczego mielibyśmy krytykować coś co umila nam "szarą rzeczywistość"?


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.